Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2008


Dzień jak co dzień, niby nic. Tylko że piątek 13. Godzina 17,trach, łaaaaaaaa. Misia biegając po kuchni przewróciła taboret. Taboret w zadość uczynieniu postanowił przewrócić się na Matysie - a dokładniej na jej ręke. Wrzask postawił nas na nogi - łapa pod kran, bo może samo przejdzie. Nie przeszło. Palec zrobił się siny i spuchł. Mama w panike, Misia w płacz, tata biegiem w dół z rozpłakaną gromadką do auta i do szpitala. oczywiście korki - mieliśmy do wyboru:Prokocim i Żeromski - oba na 2 końcach Krakowa. Wybralismy - Żeromski - pod wzgl obsługi i szybkości wybraliśmy świetnie. Misie prześwietlili i zabandażowali - na szczęście nie było złamania.Ufff... niestety ja ze stresu pochorowałam się na drugi dzień na amen. Grypsko, lub taaaaki stres. I jak mi ktoś teraz powie, że to nie pech w piątek 13...

środa, 14 maja 2008

Znowu chorzy!

Choroby ciąg dalszy - jak nie odbieram tel. to znaczy , że jestem w szpitalu z córą. Mała ma gorączkę - której nie miała wcześniej - znaczy się coś przywlekliśmy ze szpitala.

poniedziałek, 12 maja 2008

pan kotek był chory...i wylądował na pogotowiu

W piątek w nocy wylądowałyśmy na pogotowiu. Mała po zjedzeniu wieczornej kaszki zaczęłam nam wymiotować dalej niż widziała. Po 2 razie i zarzyganiu połowy domu ruszyliśmy do szpitala, bo odwodnienie u malucha to nie przelewki.Oczywiście czekaliśmy 2,5 godziny - przyjęli nas o 00.00 na oddział i odrazu pod kroplówę.
Na sali z 4 mamami i ich dzidziami z tymi samymi objawami. Oczywiscie nie bylo miejsca, więc leżałyśmy w izolatce na zakaźnym i nie wolno było maluchom się ruszać z pokoju, by się nie zaraziły. Ba, i tak warunki miałyśmy super - 4 łózka rozkladane dla mam! w sali obok, po 10 łóżek i leżanki dla biednych zmęczonych mam przy naprawde poważnie chorych dzieciach.
Łazienka 2 pietra niżej w piwnicy, która wygladała jak zwyjęta z filmu "Piła".Aż mi ciarki po plecach przechodziły jak tam szłam.
Noc nieprzespana, mała ciagła za kroplówe.

Na 2 dzień w lepszym samopoczuciu zaczęła już szaleć.W badaniach nic nie wyszło - więc wdłg mnie to zatrucie. Wdłg lekarzy cytuje " coś co lubi wracać " Więc czekamy aż wróci, ale w domu. Przynajmniej się obie wyspimy. Oczywiście nie może być za dobrze, bo jedno baby na sali miało rotawirusa. Teraz pozostaje nam obserwować i czekać, czy mała się zaraziła.( 10-14 dni wyklucia)
TO się nazywa ekstremalny weekend.

I tak sobie myślałąm - patrząc na moje dziecko oblizujące obdarty i obskurny kawałek metalowego łóżeczka - niektóre firmy wydają miliony zl na imprezy integracyjne, wynajmują drogie zespoły, zapraszają durne dody i inne kichy, a przecież mogliby kupić po kilka łóżeczek dla niemowlaków, łozko dla mam albo ufundowac łazienkę - przecież to ich dzieci tam leża! Szpital i tak wydaje całe pieniądze na najbardziej potrzebny sprzęt, ale ta część od strony mam też jest ważna.