wtorek, 28 września 2010

Przedszkolne kłopoty

No i mysza chodziii, że aż strach. 2 dni pochodziła - tydzień w domu. "Dzieci z katarem prosimy nie przyprowadzać". No to została - posmarkała kilka dni i poszła z zaświadczeniem od lekarza, że już jest zdrowa.

Pochodziła 2 dni...a tu dziś wieczorkiem: "Mamo, zimno mi. Zgaś światło. Razi oczka. Mamo? O,o!"
I Bleeee jak z egzorcysty na całe łóżko. Tja, może ja trzymam moje dziecię z katarkiem w domu i pracuje po nocach, żeby odrobić straty, ale inni rodzice mają to w nosie i z jej grupy zostało 4 zdrowych (jeszcze), bo reszta się wyzarażała. Coś czuję że to rotawirus...

Czy się dziwić - nie. Bo co mają zrobić rodzice pracujący, którzy nie mają babć, a dziecko smara i kicha. Na dziecko ma się 2 dni opieki z pracy. Co tu zrobić? Sama nie wiem. No i kto by chciał pracownika, którego nie ma w pracy przez większość czasu? Ba, ja sama siebie zaraz wyleje.

3 komentarze:

Dagmara pisze...

Zdrowia życzę!
My też dzisiaj z gilem w domu siedzimy.

Asia pisze...

Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia! A przede wszystkim duuuzo sil!
Nasza cora na tym samym etapie co Wasz Przedszkolak - zaczela wlasnie swoja przedszkolna przygode. Z tym, ze my mieszkamy w UK, gdzie katar jest zjawiskiem permanentnym i niemal kazde dziecko ozdobione jest dyndajacym, za przeproszeniem, gilunem ;-/ Nikt sie nie cacka, nikt nie chucha, nie dmucha... W przedszkolu wszyscy smarkaja, kaszla, a matce Polce wlos siwieje ;-/ Zamowilam z Polski paczke syropow wzmacniajacych i bede testowac. Oby do wiosny!
Pozdrawiam!

masebi pisze...

Ano, niby trzeba usprawiedliwienie, a i tak dzieci smarkają. Nasza siedzi dalej w domu - sobota i niedziela pod znakiem 38,6 gorączki, wiec to jakis paskudny wirus i nie chce puścić.